Trzeba się uczyć, co robić z deszczem

 Trzeba się uczyć, co robić z deszczem

wyborcza.pl/kraków:

Inżynieria i gospodarka wodna to  kierunek na Politechnice Krakowskiej. Ma przyszłość, bo zmiany klimatyczne nie czekają.

Rozmowa z prof. Stanisławem M. Rybickim, dziekanem Wydziału Inżynierii Środowiska i Energetyki Politechniki Krakowskiej i prof. Jadwigą Królikowską, zajmującą się naukowo m.in. zagospodarowaniem wód opadowych.

 

 

"Sławek Szymański: Do niedawna wodę, która spada z nieba, chcieliśmy jak najszybciej odprowadzić. Teraz chcemy ją zatrzymywać, oczywiście w bezpieczny sposób. Czy w waszej dziedzinie dokonuje się właśnie rewolucja w myśleniu, a może też technologiczna?

Prof. Stanisław M. Rybicki: – Coraz częściej jest tak, że wody deszczowej albo nam brakuje, albo jest jej w nadmiarze. Równocześnie coraz więcej osób rozumie zjawisko ekstremalizacji zjawisk pogodowych. Rozwiązania, które do tej pory opracowywaliśmy w zaciszach gabinetów, teraz wywołują zainteresowanie. Zwracają się do nas na przykład samorządy z pytaniem, jak to szybko zastosować w praktyce, bo taka jest potrzeba. Rewolucja polega więc może na tym, że zaczęto nas słuchać.

Jeśli chodzi o rozwiązania techniczne, jest to raczej bardzo szybka ewolucja. Dążymy do tego, by rozwiązywać problemy w sposób bardziej kompleksowy. Pamiętajmy, że zarządzanie wodą opadową to element większej całości, na którą składa się też zaopatrzenie w wodę do spożycia czy odbiór ścieków sanitarnych.

Prof. Jadwiga Królikowska: – Naszym celem jest przeciwdziałanie suszy oraz powodzi. W zakresie zarządzania wodami opadowymi infrastruktura kanalizacyjna jest bazą wyjściową, ale na system składają się też elementy wspomagające, w tym monitorowanie, modelowanie czy systemy sterowania. Mając takie narzędzia, możemy na przykład ustalać jakość wody w zbiorniku retencyjnym i decydować, jak może być zagospodarowana. W zagospodarowaniu wód opadowych szczególne znaczenie, w dobie zmian klimatu, mają różnorodne instalacje bazujące na rozwiązaniach opartych na przyrodzie, sprzyjające zwiększeniu retencji, infiltracji czy transpiracji, m.in. błękitno-zielona infrastruktura.

Prof. Stanisław M. Rybicki: – Dla naukowców jest czymś naturalnym, by szukać nowych rozwiązań, testować, sprawdzać. Tu chodzi jednak o coś więcej niż ciekawość badaczy. Odpowiadamy za wyszkolenie młodych inżynierów, którzy będą się mierzyli ze zjawiskami ekstremalnymi. Dodam, że szereg rozwiązań odpowiadających na aktualne wyzwania będzie można zobaczyć u nas, na terenie kampusu.

Zamienicie kampus w duże laboratorium?

Prof. Stanisław M. Rybicki: – Chcemy, by docelowo nie oddawać wody deszczowej do kanalizacji miejskiej, poza zjawiskami katastroficznymi. Będziemy ją zatrzymywać. Część posłuży utrzymaniu zieleni. Z koleżankami i kolegami z Wydziału Architektury pracujemy nad rozwiązaniami takimi, jak niewielkie sadzawki czy zielone tereny rekreacyjne, które powstaną w obrębie kampusu. W okresach gorących i suchych zapewnią niższą temperaturę i komfort poprzez parowanie. W okresie roztopów pozwolą gromadzić wodę, której potrzeba później. Tym bardziej, że tereny miejskie wysychają szybciej niż naturalne.

Był w tym roku okres, gdy w rzekach w Krakowie i okolicach poziom wody znacznie się podniósł. A teraz wokół miasta działa kilkadziesiąt tysięcy tryskaczy, które używają wysokiej jakości wody wodociągowej do podlewania roślinności. Tymczasem można do tego celu wykorzystywać zgromadzoną wodę opadową.

Prof. Jadwiga Królikowska: – Zależy nam na tym, żeby student mógł dotknąć i zbadać elementy błękitno-zielonej infrastruktury. W naszym kampusie będziemy mogli pokazać m.in., co się składa na zielony dach i wiele innych rozwiązań. Wpisujemy się w lokalny projekt zieleni w mieście. Kraków znalazł się w gronie pretendentów do miana „Zielonej Stolicy Europy 2023". Retencja wody to bardzo ważny element tej błękitno-zielonej infrastruktury. Wiek XXI jest wiekiem wody.

Możemy się spodziewać, że w przyszłości na krakowskim Rynku Głównym powstanie zbiornik retencyjny?

Prof. Jadwiga Królikowska: – Jest plan powrotu do tego, co było tam 100 lat temu, czyli drzew.

Prof. Stanisław M. Rybicki: – Pod Rynkiem nawet jest zbiornik retencyjny, i to duży. Ale ta woda musi mieć odbiorcę. Są inne miejsca, w których można gromadzić ją efektywniej.

Jak bardzo zmieni się infrastruktura w naszych miastach?

Prof. Stanisław M. Rybicki: – Miasta się zmienią, ale rzeczy, o których mówimy, będą raczej mało widoczne.

Prof. Jadwiga Królikowska: – Przybędzie zdecydowanie więcej zieleni. Natomiast zbiorniki retencyjne powstaną pod ziemią, na przykład pod parkingami. Obecna infrastruktura nie zniknie, będzie jednak wspomagana nowoczesnymi technologiami. Dla przykładu pozwalają one na sterowanie kilkoma zbiornikami retencyjnymi na sieci kanalizacyjnej. W połączeniu z monitoringiem satelitarnym, pokazującym dokładnie, co się dzieje nad miastem, można w ten sposób tak je opróżniać i zapełniać, żeby zapewnić bezpieczeństwo.

Tyle się mówi o zieleni w miastach czy o małej retencji, a przecież są w naszym kraju miejsca, w których tak zwana betonoza ma się doskonale. Znamy przykłady przebudowy miejskich placów tak, że przypominają betonowe patelnie. To nowe inwestycje.

Prof. Stanisław M. Rybicki: – Pięćdziesiąt, sześćdziesiąt lat temu zabetonowanie terenu możliwie równymi płaszczyznami było emanacją nowoczesności. Teraz patrzymy na takie miejsca zupełnie inaczej, nieraz z przerażeniem, a przynajmniej z niechęcią. Przykładów, o których pan wspomina, jest w kraju tylko kilkanaście, za to często się o nich mówi. To też pokazuje, że uwrażliwiliśmy się jako społeczeństwo.

Jak wprowadzać nowoczesny sposób myślenia o deszczówce w starej zabudowie? W wielu polskich miastach infrastruktura kanalizacyjna ma ponad 100 lat.

Prof. Stanisław M. Rybicki: – Nasz kampus znajduje się w miejscu, gdzie 160 lat temu były koszary austro-węgierskie. Jesteśmy też siedem minut od Rynku Głównego w Krakowie, a idąc tam mijamy same historyczne miejsca. Faktycznie, wiele polskich miast ma infrastrukturę kanalizacyjną budowaną przed pierwszą wojną światową. Jest to problem, ale proponujemy rozwiązania, które pozwalają na zastosowanie nowoczesnego podejścia do kwestii wód właśnie w takiej istniejącej tkance miejskiej. Oczywiście zajmujemy się również tym, jak projektować nowe osiedla, by unikać błędów już na starcie.

Koncentrujemy się na problemie zagospodarowania wód opadowych, zwłaszcza w kontekście walki z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi. I na rynku, i w opisie teoretycznym mamy dużo bardzo dobrych rozwiązań, ale często brakuje tego, co najważniejsze: zastosowania ich w praktyce. Jeśli chodzi o ideę cyrkulacji wody, to już od dziesięciu lat absolwenci inżynierii środowiska potrafią wyrecytować, jaki procent wody opadowej można użyć do określonych celów. Natomiast realny stopień jej wykorzystania jest dużo mniejszy. Chcemy to zmienić.

Czy nowe wyzwania oznaczają również zmiany w kształceniu?

Prof. Stanisław M. Rybicki: – Programy nauczania na uczelniach technicznych podlegają dość szybkiej ewolucji, z wyjątkiem wiedzy kanonicznej, czyli matematyki, fizyki i chemii. Natomiast w ramach przedmiotów technicznych zmian jest dużo. Wiele pracy obliczeniowej wykonują dzisiaj komputery, choć od studentów wymagamy, żeby wiedzieli przynajmniej, co te komputery robią. Dodajemy natomiast przedmioty związane z prawodawstwem, działaniem samorządów, kontekstem społecznym. Inżyniera środowiska jest blisko społeczeństwa.

Uczycie młodych inżynierów również tak zwanej miękkich kompetencji?

Prof. Stanisław M. Rybicki: – Oczywiście. Dodam, że znaleźć kogoś, kto dobrze poprowadzi takie zajęcia, to jest sztuka. Mamy jednak takie osoby. Wśród kadry uczelni technicznych panuje już przekonanie, że takie kompetencje są równie cenne jak umiejętności związane z prawidłowym wymiarowaniem urządzeń. Pozwalają zachęcić do stosowania trudnych rozwiązań.

Czy młodzi ludzie, którzy zaczynają u was studia, mają poczucie misji? Ciekaw jestem, czy zdają sobie sprawę z tego, jak istotny staje się ten zawód w kontekście zmian klimatu.

Prof. Stanisław M. Rybicki: – Gdy przychodzą, to różnie, ale kiedy wychodzą, to zdają sobie sprawę. To bardzo wciąga. Piszą niełatwe prace dyplomowe, ale na konkretnych obiektach. Widzą, że to, co robią, nie jest tylko wprawką. Poza tym, zgodnie z naszym zwyczajem, studenci często uczą się na obiektach miejskich, nawet jeśli nie robią z tego dyplomu. Widzą, co jest łatwe, co trudne, co inspirujące.

Chcę podkreślić, że na kierunkach takich jak inżyniera środowiska, inżynieria i gospodarka wodna czy odnawialne źródła energii i infrastruktura komunalna, inwestujemy w specjalistów od rozwiązywania najważniejszych dzisiaj problemów cywilizacyjnych. Cieszy nas, że na tych kierunkach rośnie liczba studentów, choć od pięciu lat ogółem jest coraz mniej maturzystów. Nasi absolwenci zyskują bardzo perspektywiczny zawód. Poza tym są w stanie tłumaczyć i przekonywać do niezwykle potrzebnych rozwiązań. Jestem przekonany, że to jest coś, co nam jako społeczeństwu będzie procentować przez najbliższych kilkadziesiąt lat."



data publikacji: 21.07.2021 r. przez: MP, 797 odsłon
© Wydział Inżynierii Środowiska https://www.wisie.pk.edu.pl/